niedziela, 18 lipca 2010

Zmiany

No to sobie pomilczałam. Musiałam sobie poukładać wszystko w głowie i wyjść na prostą. A po drodze zmieniłam jeszcze pracę :) Oczywiście cieszę się, choć praca moich marzeń to nie jest. Po CC przyszedł czas na towarzystwo ubezpieczeniowe. Na szczęście nie zajmuję się sprzedażą ubezpieczeń a jedynie likwidacją szkód. Praca cholernie ciekawa ale i stresująca. Minusem jest to, że firma mniej nowoczesna od poprzedniej a szefowie (w liczbie 2) w razie kłopotów poświęcą pracownika zamiast się za nim wstawić. Koleżanki w pokoju mam 4. Początek znajomości był trudny, do dziś daleko jej do ideału, ale przynajmniej nie boję się już odezwać. Póki co umowę mam do końca czerwca przyszłego roku, zobaczymy co będzie dalej. Razem ze zmiana pracy zmienił mi się rytm życia. Wreszcie praca w godz. 8-16 (teoretycznie bo praca zadaniowa i zdarza się zostać po godzinach) i wolne weekendy. Zupełnie inaczej mi teraz organizm funkcjonuje. Nie chodzę ciągle ospała, zniechęcona, sfochowana. Radością życia też co prawda nie tętnię, ale nie wyglądam już przynajmniej jak potencjalny samobójca. Jakże ja bym chciała odzyskać dawną radość życia i umiejętność cieszenia się pierdołami. Jakże mocno tęsknię za sobą sprzed kilku lat… Nie wiem czy jest to do odtworzenia bo i problemy inne i spojrzenie na wiele spraw. Nie lubię się takiej, jaką teraz jestem.