poniedziałek, 30 listopada 2009

Regularna nieregularność

No i znów.Znów piszę "z doskoku". A miało być regularnie i na różne tematy, tymczasem tylko zrzędzę i zrzędzę. PanX postanowił się wywczasować i wyjechał na 2 tygodnie do ciepłego kraju, a  ja zamiast korzystać z wolnej chaty — pracuję(ostatnio zdecydowanie za dużo, ale byle do czwartku — potem4 dni wolne :)) Piesenka tradycyjnie tęskni. Wprowadziłam jej zakaz spania w moim łóżku o co jest nieco obrażona i —  jak podejrzewam — w ramach protestu postanowiła zjeść jednego z moich pluszaków. Mam ich aktualnie całe 3 — zielonego misia z wczesnego dzieciństwa, Misia Uszatka od PanaY, łaciatego psa z bardzo smutnymi oczami, którego dostałam za zakupy w sklepach  sieci Carrefour. Był i czwarty — brązowy pies, którego znalazłam w sklepie z używaną odzieżą. Nikt go nie chciał kupić bo nie miał jednego ucha. Przygarnęłam go, bo bezpański taki był i smutno patrzył... Do niego właśnie dobrała się Piesenka. Rozszarpała w drobny mak, nie ma nawet czego zszywać. Kara była surowa: póltorej godziny siedziała sama w przedpokoju — ja zamknęłam się w pokoju, nie odzywałam się do niej, nie zagadywałam. Nie śmiała nawet zakwilić. Pogodziłyśmy się ostatecznie przed snem. To irracjonalne ale mam wrażenie, że kiedy śpi w moim łóżku to mam z nią lepszy kontakt i mniej problemów wychowawczych.Brązowym psem wypcham poduszkę, nie umiem go tak po prostu wyrzucić…

niedziela, 22 listopada 2009

Terminarz

Gonię w piętkę. 6 dni pracujących, 1 wolny i znów 6 dni pracuję.Żeby dotrzeć do pracy na godzinę 7 wstaję o 4.45. Szybki maraton po mieszkaniu, spacer z Piesenką i o  5.45 bieg na przystanek.W pracy jestem kwadrans po 6. Po co tak wcześnie? Żeby usiąść w ulubionym miejscu, z dala od wścibskich spojrzeń, przy sprawnym komputerze i — co najważniejsze — wśród zgranej paczki znajomych. Przed rozpoczęciem pracy jeszcze szybkie śniadanie, spożywane czasami przy ogłuszającym dźwięku odkurzacza, i o 7 loguję się do systemu. Najgorsza jest pierwsza rozmowa, później już jakoś leci.Zastanawiam się często, co myślą sobie klienci dzwoniący do banku rano i słyszący w słuchawce dźwięki odkurzacza? Rozmowy wpadają jedna za drugą(odstęp między nimi to 15 sekund).
Choć pracę kończę o 16, to do domu docieram około 17 15-17 30.Moje miasto jest baaardzo zakorkowane… Jeżeli po obiedzie moim i Piesenki,chciałabym się zająć czymś, do czego potrzebuję biurka  — np. malowaniem na szkle — to nie mogę, bo mój pies, znudzony całodziennym siedzeniem w pojedynkę, życzy sobie akurat zabawy. Co robić…pędzle idą do szuflady a ja na dywan. Po zabawie mój czas również nie do końca należy do mnie, bo szkoda mi Piesenki i siadam z książką lub laptopem na kanapie, tak żeby mogła sobie przysiąść obok mnie. Staram się poświęcać jej jak najwięcej czasu. Ponieważ mam nieregularny tryb pracy (rozpoczynam pracę o różnych porach: 7,8,10,14,15,16), to ciężko ją przyzwyczaić,że jest czas na zabawę i czas na indywidualne zajęcia. Nie lubię zmian popołudniowych bo spędza wtedy bardzo dużo czasu z PanemX  a mnie zazdrość zżera, że woli zabawę z nim niż ze mną.
Nie jestem panią swojego czasu. Przykład: dziś miałam dzień wolny i spędziłam go na nadrabianiu zaległości w pracach domowych — zakupy,pranie, sprzątanie, gotowanie. I tak od godz. 7.30 do 18.O 21 trzeba iść spać bo o 4 45 pobudka. A gdzie czas na znajomych i przyjemności? Kompletnie nie umiem się zorganizować. Wyrzuty sumienia, że zostawiam Piesenkę w domu na tak długo samą, są gigantyczne. Po pracy szybko pędzę do domu — bo pies czeka.  Jednocześnie mam wrażenie, że oprócz mojej pracy nic juz na świecie nie istnieje.
Ehhh… przede mną kolejne 6 dni w pracy. 6 dni, podczas których będę musiała być cały czas skupiona, reagująca na to, co się do mnie mówi. Nie mogę się zaszyć w cichym biurze, gdzie będę po prostu realizować swoje zadania.
PS.Byłam na koncercie A-ha. Jedyny ich koncert w Polsce. Okazało się, że mąż koleżanki otrzymał darmowe bilety. Oczywiście razem z PanemY skorzystaliśmy z okazji i się wybraliśmy, choć żadne z nas fanem nie jest. Warto było.Muzyka taka sobie — w połowie koncertu już zaczęłam się nudzić — ale niezłe show. Ten koncert skłonił mnie jednak do refleksji: stałam się więźniem CC i domu. Jak to zmienić bez szkody dla psa?

piątek, 20 listopada 2009

Sentymenty

Siedzęi po raz kolejny odsłuchuję „Always on my mind” w wykonaniu WilliegoNelsona. Nie  wiem co ten facet ma w sobie ani co robi zgłosem, ale pomimo swoich 76 lat nadal mnie czaruje. Wspomnianą piosenkę nagraław 1972r. Brenda Lee, dzięki Elvisowi  utwór stał się powszechnie znany,wykonywało go wielu artystów, ale tylko wersja Nelsona wywołuje u mnie dreszczyk.Sam wykonawca to ciekawy „okaz”. Walczył przez lata o legalizacjęmarihuany, dziś ma 76 lat a 3 lata temu aresztowano go za jejposiadanie. Głupio to zabrzmi ale jego śpiew przywodzi  mi na myśl przestrzeń, motocyklei powiew wolności. Fanką country nie jestem. Nie wiem skąd tensentyment…
A oto i Willie:

piątek, 13 listopada 2009

Humor rodem z infolinii

Moja praca męczy. Męczy ponieważ firmanie traktuje pracowników tak jak powinna (korporacja), ale męczy również ze względu na poziom rozmów, jakie są prowadzone. Oto kilka "kwiatków"z mojej pracy czyli rozmowy z klientami:
***
Chciałbym otworzyć rachunek   czy rodzaj dokumentu tożsamości "Paszport zagraniczny" to normalny nasz polski paszport czy potrzebny mi dowód osobisty? — jeżeli Polska to zagranica...
***
Witam. Mam pytanie: założyłam synowi konto młodzieżowe, jeszcze nie przyszła mu karta i chciałam się zapytać czy mogę wypłacić pieniądze z jego konta moją kartą — owszem,a ja wypłacę swoją kartą z rachunku Billa Gates'a
***
Witam i pozdrawiam:) chcę dokonać przelewu na konto Allegrowicza poza wasz bank… Chciałbym się dowiedzieć czy to jest dla mnie bezpieczne? — nie możemy zagwarantować, że podczas wykonywania przelewu komputer nie wybuchnie.
***

Albo:

Klient:
mam problemy z aktywacją konta
Ja:
na czym polega problem?
Klient
z aktywacją konta internetowego

Ot, precyzja…
***
Niestety, bywa i tak:
Klient:
dziekuje
Klient:
buzka w cipe
Klient:
do widzenia
***
Zdarzają się jednak również sympatyczne rozmowy i wtedy dzień naprawdę jest świetny. Bardzo miło wspominam rozmowę podczas której klient poprosił, aby uaktualnić numer telefonu komórkowego.

Ja: Poproszę o nowy numer telefonu.
Klient: 605 258 ... yyy...momencik bo uciekła mi końcówka z  głowy.

Chwila ciszy w słuchawce, słyszę że klient miota się po pokoju, przepytuje kogoś czy nie  widział jego telefonu bo musi sprawdzić numer. W końcu wraca do rozmowy.

Klient: Nie mogę znaleźć telefonu ale przypomniałem sobie końcówkę.
Ja: Poproszę.
Klient: Całość to —  i tu podaje pełny numer.

Wpisałam numer, zatwierdzam wniosek i słyszę triumfalny okrzyk klienta:

Klient: Wiem dlaczego nie mogłem znaleźć telefonu! Właśnie przez niego  z  panią rozmawiam!

Staraliśmy się zachować fason,ale rozmowę zakończyliśmy  dusząc się ze śmiechu :)
 ***
Podczas klepania w kółko tego samego i mnie zdarzają się wpadki. Podczas zamawiania karty klient zapytał w jaki sposób ją otrzyma. Chciałam mu wyjaśnić, że to list zwykły i że do karty dołączone będzie pismo przewodnie. Wyszło mi z tego:Karty wysyłane są listem przewodnim. Klient się obśmiał jak norka a i mnie —  choć wstyd było — śmiać się chciało:)

Kiedyś ta praca dawała satysfakcję. Teraz jest już tylko przykrym obowiązkiem. Czas na zmiany.


poniedziałek, 9 listopada 2009

Pracę podejmę

Szukam pracy. Oznacza to, że przeglądam wszystkie portalektóre mają w tytułach i opisach "praca" i "pracować"odmienione przez wszystkie przypadki i osoby. Z wykształcenia jestemhistorykiem, podyplomowo przygotowano mnie do pracy w wydawnictwie -korekty, redakcja tekstu, skład książki i takie tam. O ironio!Pracuję na infolinii w banku, a w swoim CV mam  kilka egzotycznych miejsczatrudnienia — niestety, żadne nie jest związane z moim wykształceniem.Tymczasem, wielce szanowni ogłoszeniodawcy szukają ludzi TYLKO z doświadczeniem.Ręce mi opadają i niemoc chwyta wszystkie członki. Ostatkiem sił przesuwamkursorem na krzyżyk w prawym górnym rogu i klikam, zamykającprzeglądarkę. Odpalam grę komputerową. Resztę życia spędzę na bezmyślnymklepaniu wciąż tych samych informacji i grając w gry komputerowe. Teżdobry plan. Może to będzie mój PLAN C?

Do speców od publikacji: Wiszą mi spójniki ponieważnie ogarniam jeszcze edycji notek bez zmiany ich kolejnościi utraty wpisów. To w ogóle możliwe na Onecie?

czwartek, 5 listopada 2009

Piesenka jest dobra na wszystko

Mój pies to suczka. Ma to zasadnicze znaczenie w jej kontaktach towarzyskich. Kobiety łaskawie toleruje, pozwalając im się miziać, głaskać (byle z umiarem) i wspaniałomyślnie wysłuchując "ochów" i "achów" pod swoim adresem. Natomiast mężczyźni - ooo... to inna bajka. Mężczyzna  jest dla Piesenki źródłem nieustannej radości. Powodem do machania ogonem, inspiracją do szaleńczych zabaw.  Mężczyzna to KTOŚ.  Kiedy po południu Pan X  wraca z pracy, to szczenię niepokorne rzuca się wszystkimi łapami na drzwi prowadzące do jego pokoju i domaga się NATYCHMIASTOWEJ audiencji. Kiedy wrota zostaną uroczyście otwarte, a powitaniom stanie się zadość, kładzie się zadowolona na środku dywanu i  cmoka czule zabawkę. Po jakimś czasie  poczucie przyzwoitości zwycięża (albo zwykła ciekawość czy u mnie nie znajdzie się lepsza zabawka lub coś do zjedzenia)wraca skruszona do mojego (swojego) pokoju. Wyrzuty sumienia nie są chyba jednak dla niej uciążliwe, bo po kilku minutach znów rozpacza pod drzwiami PanaX, nawołując, że ona przecież ma przepustkę i żeby jej natychmiast otworzyć. ..Drugą  wielką miłością Piesenki jest PanY. O - tutaj to karesom nie ma końca: mizianie, drapanie, turlanie i co tam sobie jeszcze wymyślą. Coraz częściej czuję się jak pomoc społeczna, która to nakarmi, ogarnie, odsika,zabawi, zaprowadzi do lecznicy ale w żaden sposób nie może być obiektem uwielbienia… Oczywiście przesadzam - Piesenka do mnie również klei się nieprzyzwoicie, ale tylko do czasu gdy na horyzoncie pojawi się MĘŻCZYZNA. Cóż… taki los opieki społecznej;) I tak kochana z niej suka:) Dobra na wszystko: na otarcie łez, na spacery, na kompres na nerki, kaloryfer w nocy, czyszczenie uszu a na dodatek widowisko lepsze niż w cyrku czy teatrze. I nie trzeba biletów!

środa, 4 listopada 2009

Proszę Państwa oto miś...

Nie będzie"wstępniaka". Tym razem zacznę od razu, bez zapowiedzi, planów i obietnic.  Nie jestem nastolatką. Nie uważam się również za kobietę dojrzałą. Jestem gdzieś pomiędzy.  Wg ogólnie przyjętych zasad powinnam już być żoną i matką, mieć ustatkowane życie, kredyt hipoteczny i labradora. A, no i oczywiście samochód z gatunku "rodzinnych". Tymczasem nie mam nic.Poza niemal 30 na karku i czarnym 9-cio miesięcznym kundlem, który skutecznie pozbawia mnie dóbr materialnych typu kapcie, kable i kanapa. Mieszkam w wynajętym pokoju. Nie, nie jest najgorzej bo u przyjaciela z dzieciństwa, ale różowo też już nie jest bo przyjaciel od pół roku nie odzywa się do mnie jeśli nie musi (w przyszłości szerzej opowiem o okolicznościach). Na kredyt hipoteczny ani własny kąt widoków nie ma.Pracuję od prawie trzech lat w miejscu które miało być tylko "na chwilę" tylko po to aby przeprowadzić się z Miasteczka do Miasta.  Szczerze nienawidzę tej roboty ale chwilowo planu C brak (o ginącym w oddali planie A i B - w przyszłości). Prawo jazdy w planach - ginących w odmętach przyszłości z uwagi na charakter pracy i niemożność pogodzenia rozkładu zajęć z pracowym grafikiem. Na zakładanie rodziny spuśćmy zasłonę milczenia…
No tak. I wychodzi na to, że blog powstaje z potrzeby chwili. Bo się wygadać gdzieś muszę, o tym co mi w życiu nie wyszło. No i chusteczka z tym. Skoro tak ma być niechaj i będzie. Byle pomogło bo się uduszę...