Czytam świetną książkę: „Najstarsza prawnuczka” Joanny Chmielewskiej. Kupiłam ją przypadkiem.Po aferze w pracy, o której pisałam wcześniej ale usunęłam post, potrzebowałam natychmiastowo poprawić sobie humor. Pierwsze podejście było na sposób męski: ululałam się wermutem:) Sama. W stopniu silnym. Ponieważ nie pomogło musiałam podjąć kolejną próbę. Tym razem postanowiłam zrobić to po babsku:kupując sobie coś tyko i wyłącznie dla przyjemności. Jako że zakupy ubraniowe stresują mnie jeszcze bardziej, lakier do paznokci cieszy krótko a puzzli nie było, nabyłam w Empiku książkę. Nie byłam zachwycona bo książki kupuję regularnie a przygnieciona chandrą chciałam zaszaleć i kupić coś, czego normalnie bym nie nabyła. No ale trudno. Musiałam się zadowolić książką.
Dawno się tak dobrze nie bawiłam podczas czytania. Czytam dużo i różne pozycje, a tej nie potrafię zakwalifikować — niby kryminał ale przenosi w czasie. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach — przed wojną i powojnie, gdy prawnuczka Matyldy czyta jej pamiętnik. Polecam bardzo. Zazwyczaj czytam w tramwaju, podczas drogi do/z pracy. Teraz mam urlop i czytam na kanapie, z psem wtulonym w moje plecy i kawką w dłoni. Zupełnie jakbym odnalazła kawałek dawnej siebie, z czasów kiedy miałam dla siebie dużo czasu i stanowiłam sama o sobie, nie musząc zawracając sobie głowy Randkoumawiaczem i jego potrzebami. Chyba muszę się lepiej zorganizować i powrócić do dawnych zwyczajów.