Po naradzie z Piesenką ogłaszam wnioski:
- jej dom jest tam, gdzie: ja, jej łóżko, miski i zabawki,
- mój dom jest tam, gdzie: ona, Miś Uszatek, moje książki i komputer,
- jakoś to będzie - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
sobota, 18 grudnia 2010
piątek, 17 grudnia 2010
Na kozetce u psychologa
Klamka zapadła. W drugi weekend stycznia wyprowadzam się. Opuszczam nasze osiedle. Przyjechałam tu cztery lata temu. Tu mam zaprzyjaźnionych psiarzy, panią ze sklepu która specjalnie dla mnie zamawia fasolkę w słoiku, lecznicę weterynaryjną. Cholernie się boję tęsknoty.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Zzziiimno!
Awaria nieba! Sypie śniegiem na potęgę. Całe miasto sparaliżowane. Nie jeżdżą tramwaje, samochody stoją w korkach, co i rusz kursuje pogotowie. Mijałam po drodze trzy stłuczki i TIRa blokującego skrzyżowanie - nie wyrobił na zakręcie i stanął w poprzek. Droga z pracy do domu zwykle zajmuje mi 15-20 min (razem z oczekiwaniem na tramwaj), dziś wracałam półtorej godziny, z czego połowę piechotą, wśród zasp, bo chodniki nie odśnieżone, z wiejącym w oczy wiatrem i sypiącym śniegiem. Żal mi drogowców - wszyscy wieszają na nich psy za stan dróg, tymczasem pługi jeździły cały czas, cóz jednak z tego, skoro śnieg zasypywał to co odgarnęły. Taka syzyfowa praca... Moim zdaniem, w dużej mierze do sparaliżowania miasta przyczynili się sami kierowcy - niektórzy zachowywali się jakby zdrowy rozsądek zostawili w domu. A potem stoi taki zawalidroga po stłuczce i blokuje przejazd. A niektórzy (geniusze!) wyjechali dziś z domu na oponach letnich. osobiście znam takiego delikwenta. Tak zmarzłam, że nie mam siły dbać o poprawność tej notki pod względem językowym i wydawniczym. Rozgrzewam się za to grzanym piwem z sokiem malinowym :) Poniżej widok z mojego biura na jedną z ulic mojego Miasta.
środa, 17 listopada 2010
Żyję
Tak tak, żyję. Znów zapominam o regularnym pisaniu. Dużo czasu zajmuje mi praca. Mam jej nawał i osiem godzin to za mało więc siedzę po godzinach (oczywiście bezpłatnie) i ogarniam bałagan. Ciagle jestem zakopana w papierach choć - z ręką na sercu - pracuję sumiennie i nie obijam się. Po prostu taka ilość wniosków jaka wpływa jest nie do przerobienia w ciągu ośmiu godzin. Na dodatek ciągły strach - za niewielki błąd można dostać naganę, stracić premię albo wylecieć na bruk. W poprzedniej pracy byłam ciągle zmęczona, teraz jestem zestresowana. No ale coś za coś : )
W ramach leczenia antystresowego powróciłam do robótek. Malowanie na szkle, haftowanie - to u mnie teraz norma : ) Wróciłam też do ulubionej gry: Lineage II i naparzam moby kiedy chcę o wszystkim zapomnieć.
Obecnie zmagam się ze swoim "chciałabym a boję się". Postanowiliśmy z PanemY zamieszkać razem w styczniu. Muszę poinformować o tym PanaX. Wstępnie go informowalam, że pewno niedługo się wyprowadzę, teraz muszę powiedzieć że znam termin. Boję się tej wyprowadzki okrutnie.
Z drugiej strony cieszę się, bo tęsknię za PanemY i rodzinną atmosferą. I takie to moje obawy o przyszłość...
W ramach leczenia antystresowego powróciłam do robótek. Malowanie na szkle, haftowanie - to u mnie teraz norma : ) Wróciłam też do ulubionej gry: Lineage II i naparzam moby kiedy chcę o wszystkim zapomnieć.
Obecnie zmagam się ze swoim "chciałabym a boję się". Postanowiliśmy z PanemY zamieszkać razem w styczniu. Muszę poinformować o tym PanaX. Wstępnie go informowalam, że pewno niedługo się wyprowadzę, teraz muszę powiedzieć że znam termin. Boję się tej wyprowadzki okrutnie.
Z drugiej strony cieszę się, bo tęsknię za PanemY i rodzinną atmosferą. I takie to moje obawy o przyszłość...
piątek, 20 sierpnia 2010
Psia kociara.
Jeżeli świat dzieli się na psiarzy i kociarzy to ja zdecydowanie jestem psiarą. Jednak od jakiegoś czasu czuję wewnętrzną potrzebę przygarnięcia jakiegoś kociego dyktatora:)
Planuję w niedługim czasie zmienić adres i współlokatora. Pan Y kibicuje kociarzom i marzy o własnym egzemplarzu więc jest szansa, że niedługo i ja zaspokoję swoje potrzeby :D
Tylko co na to Piesenka? Planuję w niedługim czasie zmienić adres i współlokatora. Pan Y kibicuje kociarzom i marzy o własnym egzemplarzu więc jest szansa, że niedługo i ja zaspokoję swoje potrzeby :D

środa, 11 sierpnia 2010
Książka
Czytam świetną książkę: „Najstarsza prawnuczka” Joanny Chmielewskiej. Kupiłam ją przypadkiem.Po aferze w pracy, o której pisałam wcześniej ale usunęłam post, potrzebowałam natychmiastowo poprawić sobie humor. Pierwsze podejście było na sposób męski: ululałam się wermutem:) Sama. W stopniu silnym. Ponieważ nie pomogło musiałam podjąć kolejną próbę. Tym razem postanowiłam zrobić to po babsku:kupując sobie coś tyko i wyłącznie dla przyjemności. Jako że zakupy ubraniowe stresują mnie jeszcze bardziej, lakier do paznokci cieszy krótko a puzzli nie było, nabyłam w Empiku książkę. Nie byłam zachwycona bo książki kupuję regularnie a przygnieciona chandrą chciałam zaszaleć i kupić coś, czego normalnie bym nie nabyła. No ale trudno. Musiałam się zadowolić książką.
Dawno się tak dobrze nie bawiłam podczas czytania. Czytam dużo i różne pozycje, a tej nie potrafię zakwalifikować — niby kryminał ale przenosi w czasie. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach — przed wojną i powojnie, gdy prawnuczka Matyldy czyta jej pamiętnik. Polecam bardzo. Zazwyczaj czytam w tramwaju, podczas drogi do/z pracy. Teraz mam urlop i czytam na kanapie, z psem wtulonym w moje plecy i kawką w dłoni. Zupełnie jakbym odnalazła kawałek dawnej siebie, z czasów kiedy miałam dla siebie dużo czasu i stanowiłam sama o sobie, nie musząc zawracając sobie głowy Randkoumawiaczem i jego potrzebami. Chyba muszę się lepiej zorganizować i powrócić do dawnych zwyczajów.
niedziela, 18 lipca 2010
Zmiany
No to sobie pomilczałam. Musiałam sobie poukładać wszystko w głowie i wyjść na prostą. A po drodze zmieniłam jeszcze pracę :) Oczywiście cieszę się, choć praca moich marzeń to nie jest. Po CC przyszedł czas na towarzystwo ubezpieczeniowe. Na szczęście nie zajmuję się sprzedażą ubezpieczeń a jedynie likwidacją szkód. Praca cholernie ciekawa ale i stresująca. Minusem jest to, że firma mniej nowoczesna od poprzedniej a szefowie (w liczbie 2) w razie kłopotów poświęcą pracownika zamiast się za nim wstawić. Koleżanki w pokoju mam 4. Początek znajomości był trudny, do dziś daleko jej do ideału, ale przynajmniej nie boję się już odezwać. Póki co umowę mam do końca czerwca przyszłego roku, zobaczymy co będzie dalej. Razem ze zmiana pracy zmienił mi się rytm życia. Wreszcie praca w godz. 8-16 (teoretycznie bo praca zadaniowa i zdarza się zostać po godzinach) i wolne weekendy. Zupełnie inaczej mi teraz organizm funkcjonuje. Nie chodzę ciągle ospała, zniechęcona, sfochowana. Radością życia też co prawda nie tętnię, ale nie wyglądam już przynajmniej jak potencjalny samobójca. Jakże ja bym chciała odzyskać dawną radość życia i umiejętność cieszenia się pierdołami. Jakże mocno tęsknię za sobą sprzed kilku lat… Nie wiem czy jest to do odtworzenia bo i problemy inne i spojrzenie na wiele spraw. Nie lubię się takiej, jaką teraz jestem.
czwartek, 7 stycznia 2010
Zimowa depresja?
Podobno nie powinno się nadużywać słowa „depresja” na określenie zwykłej chandry bo depresja to straszna choroba.Napiszę więc, że dopadła mnie chandra. Czy ona jest wyłącznie zimowa tonie wiem ale myślę, że jestem klasycznym przykładem zniszczenia człowieka przez pracę. Nie chce mi się nic, nic mnie nie cieszy, jestem płaczliwa, bez poczucia humoru, nudna i rozlazła. A na dodatek szukam problemów tam gdzie ich (mam nadzieję) nie ma. Dawne demony dają o sobie znać — włączył mi się strach, że kiedy poczuję się dobrze i bezpiecznie to wtedy właśnie stracę to na czym mi zależy. Tak było przecież do tej pory niemal za każdym razem. PanY ma ze mną teraz przekichane…
Ktoś zna lekarstwo na nieufność i bezpodstawną zazdrość?
Subskrybuj:
Posty (Atom)