poniedziałek, 17 stycznia 2011

Odpowiadam na wyzwanie...

...Ameby, choc sama nie będę miała kogo wyzwać ale co mi tam :) jak zabawa to zabawa;)

    4 programy/seriale które oglądam:
    Przez ostatnie 4 lata nie miałam tv, ale lubię:
  1. Friendsów
  2. Polskie przedwojenne filmy
  3. Kanał "Kino Polska"
  4. Polską Kronikę Filmową
  5. 4 rzeczy które mnie pasjonują:
  6. Zwierzaki
  7. Rękodzieło
  8. Historia
  9. Gry komputerowe:P
  10. 4 słowa/sformułowania których często używam
  11. Szlag
  12. Niewykluczone
  13. Spadaj
  14. Buuuu
  15. 4 rzeczy których nauczyłam się z przeszłości:
  16. Ludzie kłamią
  17. Ludzie nie czytają regulaminów ani zasad, oni "płacą i wymagają", robiąc z siebie przy okazji debili
  18. Nie należy - chcąc ugotować jajko na miękko - wrzucać jajka prosto z lodówki do wrzątku
  19. Nie ufaj ludziom, z którymi pracujesz (chyba że jest to CC)
  20. 4 miejsca, do których chciałabym pojechać:
    W celach poznawczych i turystycznych:
  21. Buenos Aires
  22. Praga
  23. Wielka Brytania
  24. Wszystkie zamki i pałace w Polsce (wiele z nich już odwiedziłam :) )
  25. 4 rzeczy, które robiłam wczoraj:
  26. Odwiedziłam mamę w szpitalu
  27. Trzęslam się ze strachu nad Piesenką z biegunką
  28. Piłam vermut
  29. Grałam w L2
  30. 4 rzeczy które kocham w zimie:
  31. Długie, pełne ciepła wieczory przy świeczkach i/albo z książką/haftem/kryminałem
  32. Cynamonowy nastrój (cynamonowa kawa, cynamonowe świeczki, cynamonowy krem)
  33. Okres bożonarodzeniowy
  34. Twórczy nastrój
  35. 4 rzeczy na mojej liście pragnień
  36. Zdrowie dla moich bliskich (zarówno ludzi jak i zwierząt - najlepiej życie wieczne w świetnej formie, a co mi tam!)
  37. Nauka języka czeskiego i hiszpańskiego
  38. Praca w zawodzie (niestety to najmniej jest prawdopodobne)
  39. Domek ogródkiem i kochanym oraz kochającym mężczyzną

niedziela, 9 stycznia 2011

Gówniana sprawa...

Przeprowadzona jestem. Nareszcie. Czwartek i piątek upłynęły pod znakiem przeprowadzania i rozpakowywania. Sobota zaś była dniem sprzątania. Wszystkie trzy dni były wyczerpujące nieziemsko i niedziela miała być dniem lenistwa, odpoczynku i nicnierobienia. I byłaby gdyby Piesenka z okazji przeprowadzki i rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu, nie złapała jakiejś bakterii czy innego wirusa.
Niedziela rozpoczęła się dla nas o godz. 3.46 kiedy to Piesenka wygłosiła pilna potrzebę opuszczenia domostwa. Ponieważ ja z tych tchórzliwych a Piesenka w pośpiechu nie miała głowy do czuwania nad moim bezpieczeństwem, PanY wyprowadził nas obie na spacer, drapiąc się po głowie i zastanawiając co on zrobił ze swoim życiem przygarniając nas pod swój dach. Okazało się, że Piesenkę dopadła ostra biegunka. Powrócilismy do domu w przekonaniu, że zjadła coś niejadalnego i teraz sie tego pozbyła. Nic bardziej mylnego. Kolejny alarm nastąpił o 6.18. Znów udaliśmy się w trójkę na spacerek wokół bloków. Nawet nie chcę się zastanawiać co o nas myślą ci z sąsiadów, którzy cierpią na bezsenność i widzieli nasze wędrówki... Kiedy około 9 poczułam lizanie w stopę i usłyszałam zawodzenie dobiegające spod drzwi, w rozpaczy zasugerowałam Piesence aby opróżniła portki na posadzce a ja to wszyściutko pięknie posprzątam. Na moje szczęście Piesenka nie z tych i wytrwale domagała się spaceru. Kiedy alarm powtórzył się około południa przeraziłam się tej regularności i doszłam do wniosku, że niestrawność nie ma zegarka i może to jest coś poważniejszego. Zapakowaliśmy się w trójkę do tramwaju i pojechaliśmy do lekarza Piesenki, który gabinet ma w naszej starej dzielnicy, czyli na drugim końcu miasta. Po drodze okazało się, że chorość objawiła się też w formie wymiotów. Mimo tych perturbacji Piesenka wciąż była żwawa i chętna do zabawy, ciężko było jej wyjasnić że kot w poczekalni nie jest w nastroju do harcy. Wet zapakował jej końską dawkę antybiotyku, zabronił karmić (bidula głoduje od wczoraj) i stwierdził, że chyba się zaczyna epidemia bo to już kolejny pies z taką przypadłością. Spod roztapiającego się śniegu wyłażą wszystkie bakterie i wirusy i atakują. Jutro znów musimy jechac na zastrzyk. PanY postanowił skorzystać z okazji i w drodze powrotnej  wstapić do Castoramy po różne niezbędne mu akcesoria. W efekcie naraził się Młodej,która bardzo nie lubi jak się jej stado rozłazi i wypatruje wszędzie tego osobnika, który się odłączył od reszty. Przybył do domu dwie godziny po nas, zmęczony i zziajany. Zjadł obiad, złapał gitarę i poleciał na próbę. Piesenka śpi właściwie odkąd wróciłyśmy do domu, więc mam spokój i ciszę i właśnie sobie siedzę i ogarniam sytuację. Tak się przyzwyczaiłam do samotności i niezależności, że nie umiem się przyzwyczaić do ciągłej obecności drugiej osoby. Jak dobrze, że on gra i choć te niedzielne wieczory będę miała dla siebie. Jak się rozeznam we własnych odczuciach to skrobnę. Zawsze to łatwiej się połapać co i jak, jak tak sobie człowiek wszystko opisze :)

czwartek, 6 stycznia 2011

Godzina zero...

...wybiła! Właśnie się pakuję, w oczekiwaniu na pomocników. Do wieczora powinnam być już całkowicie w nowym mieszkaniu. Zachodzę w głowę, jakim cudem uzbierałam przez cztery lata tyle rzeczy. Gdzie ja to pomieszczę?