wtorek, 13 września 2011

Po kolana w przeszłości.

Od wczoraj jestem w nastroju sentymentalnym. Zebrało mi się na wspominki, oglądałam zdjęcia mojego Miasteczka, przypomniałam sobie opowieści mojej babci (rocznik 1919), która bardzo chętnie w porze poobiedniej, kiedy już wysprzątała całą kuchnię i załatwiła wszystkie domowe sprawy, siadała i snuła opowieści o międzywojennym Miasteczku. Wspominała Gimnazjum Żeńskie, w którym pobierała nauki i pracującego tam woźnego, który z premedytacją wystawał pod schodami, zaglądając pod sukienki zbiegającym na dół panienkom. Wspominała swego kolegę, znanego później aktora, który wychowywał się w Miasteczku a którego ja znałam już tylko ze szklanego ekranu. Śmiała się, opowiadając o tym jak to kawalerowie wystawali na ulicy wypatrując panienek i dziwiła się, że moja tarcza szkolna powiewała beztrosko przypięta agrafką, aby po wczesnym etapie szkolnym trafić bezpowrotnie do szuflady. Za jej czasów było to nie do pomyślenia! Tarczę należało mieć przyszytą solidnie do rękawa i nie można było pokazać się bez niej na mieście.
Opowiadała o duchach, straszących w jej domu rodzinnym, które okazały się mieć twarz jej brata-psotnika (późniejszego oficera AK). Pamiętam te opowieści jak przez mgłę, od śmierci babci żałuję (to już 17 lat!), że nie zdążyłam tego spisać. Może to przez babcine opowieści lubię polskie kino przedwojenne, które moim zdaniem jest kopalnią wiedzy o życiu ówczesnych ludzi. W każdej naiwnej panience, bohaterce takiego filmu, widzę moją babcię:)
 To dziwne, na świat przyszłam 35 lat po zakończeniu wojny, a zawsze tęskniłam za czasami młodości moich babć i moich rodziców, którzy urodzili się w latach 50-tych. Zupełnie jakbym w ich imieniu żałowała młodości, która przeminęła. Nigdy tego nie potrafiłam zrozumieć. I zawsze czułam silny związek z pokoleniami, które kiedyś żyły i tak jak my, wierzyły, że przecież nic złego nie może ich spotkac w "cywilizowanym swiecie". Myślicie, że we wrześniu 1939 r. ludzie zachwycali się jesienią tak jak ja robię to teraz?

niedziela, 4 września 2011

Moje nastroje

(...)
Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co.

Jest takie olśnienie w bydlęcym spokoju,
Gdy patrzy na chmury i gwiazdy, i zorze,
Choć inni umarli, on umrzeć nie może
I wtedy powoli umiera.

(...)

Czesław Miłosz, Walc