poniedziałek, 27 czerwca 2011

Na fali dobrego nastroju...

... umieszczam tu filmik, który niezmiennie poprawia mi humor. Mam go na pulpicie i w krytycznych momentach odpalam jednym kliknięciem myszki :D
http://http://www.youtube.com/watch?v=3RxTM36VKUY&feature=related

czwartek, 16 czerwca 2011

Popołudniowe przemyslenia

Spędziłam dziś zaskakująco miłe popołudnie. Z gazetką, kawką  i widokiem na róże, pięknie oświetlone przez słońce, stojące w Kaszubskiej filiżance na komodzie. Nie da się ukryć – połowa tej popołudniowej radochy to ten widok. Udana kompozycja ;)
Stres w pracy, docieranie się z PanemY i wieczny pesymizm mocna zszarpały mój układ nerwowy.  Niestety muszę się wspomagać również melisą i tabletkami (te ostatnie tylko okazjonalnie). Musiałam też nauczyć się relaksu. Pomysłów mam wiele bo tyle rzeczy chciałabym zrobić, ale… no właśnie, ale zauważam u siebie w ostatnim czasie słomiany zapał. W głowie kilka projektów, tylko wytrwałości brak. Zupełnie jakby kreatywność i potrzeba poznawania/działania/tworzenia , zostały stłamszone przez „nie dam rady/nie warto/po co?” Póki co udało mi się wrócić do ręcznych robótek — haft i papierki sprawiają, ze robię się coraz bardziej kreatywna i spokojna.  Zabroniłam sobie myśleć o pracy w domu, staram się wyeliminować stresujące czynniki (nie zawsze się da, wciąż się docieramy;) ) i częściej przytulam się do Piesenki. Wmówiłam sobie, że nawet jak mnie zwolnią to wyjdzie mi to na dobre. Skoro do tej pory było tak, że gdy wydarzyło się coś, co pozornie było dla mnie niekorzystne a potem okazywało się zrządzeniem losu, to czemu teraz miałoby być inaczej?  Póki nie kojarzy mi się wszystko z pracą, to jest całkiem ok. Może jednak na świecie nie jest tak źle jak mi się wydawało?
PS. Czy zna ktoś sposób na nauczenie mężczyzny zamykania lodówki?

sobota, 16 kwietnia 2011

Zwyczajnie,,.

No i jestem. Wraz z pierwszym powiewem wiosny w Mieście wracam do pisaniny.
Zaaklimatyzowałam się już w nowym miejscu. Pokochałam je - co niestety nie jest wskazane w sytuacji gdy się wynajmuje mieszkania. Ale jak mogłam nie zakochać się w miejscu, do którego wracam z przyjemnością, w którym się odprężam i w którym czuję się spokojna?
Wielkie Miasto,wielkie osiedle mieszkaniowe (nawet w Wikipedii o nim piszą ;) ), a ja wysiadam z autobusu i po lewej stronie mam łąkę i kawałek lasu w oddali, a po prawej bloki. Teraz dopiero widzę różnicę - w poprzedniej dzielnicy nie miałam takiego luksusu. Jako osoba pochodzaca z 30-tysięcznego Miasteczka, muszę powiedzieć,że przestrzeń ma znaczenie :D
Nie jest różowo z PanemY. Kłócimy się, docieramy. Każde z nas ma swoje przyzwyczajenia i nawyki.On np. Jest strasznym bałaganiarzem i zapomina o zamykaniu szafek, co mnie wkurza niemożebnie, a ja mogłabym żywić się śmieciowym jedzeniem, co dla niego jest nie do przyjęcia. Efekt? On jest odpowiedzialny za gotowanie a ja za sprzątanie. Póki co umiemy się dogadać i zaradzić problemom. Czasami tylko,kiedy wracam do domu i w popołudniowym słońcu oglądam świat z okien tramwaju, w głowie mi się plącze, że fajnie byłoby mieszkać w pojedynkę. Być sobie sterem,żeglarzem i okrętem. Jest to tylko błysk, bo zupełnie co innego myślę kiedy np.wracam do domu o 5 rano, po nocy spędzonej z koleżanką w kinie na Nocy Grozy,  przy drzwiach wita mnie rozanielona Piesenka, a w cichej sypialni posapuje przez sen PanY. Wtedy czuję się najbogatszym człowiekiem na świecie. Jeszcze nie osiągnęłam równowagi w priorytetach i czasami potrzeba niezależności jest silniejsza, na szczęście czasami i tylko przez chwilę. Generalnie jest dobrze. I tylko systematyczności w prowadzeniu bloga brak. I nie potrafię się pozbyć żalu, że nie jestem przebojową osobą i nie nadaję się na freelancera. To przekreśla moje marzenia o pracy w zawodzie. Porażka sromotna...

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Odpowiadam na wyzwanie...

...Ameby, choc sama nie będę miała kogo wyzwać ale co mi tam :) jak zabawa to zabawa;)

    4 programy/seriale które oglądam:
    Przez ostatnie 4 lata nie miałam tv, ale lubię:
  1. Friendsów
  2. Polskie przedwojenne filmy
  3. Kanał "Kino Polska"
  4. Polską Kronikę Filmową
  5. 4 rzeczy które mnie pasjonują:
  6. Zwierzaki
  7. Rękodzieło
  8. Historia
  9. Gry komputerowe:P
  10. 4 słowa/sformułowania których często używam
  11. Szlag
  12. Niewykluczone
  13. Spadaj
  14. Buuuu
  15. 4 rzeczy których nauczyłam się z przeszłości:
  16. Ludzie kłamią
  17. Ludzie nie czytają regulaminów ani zasad, oni "płacą i wymagają", robiąc z siebie przy okazji debili
  18. Nie należy - chcąc ugotować jajko na miękko - wrzucać jajka prosto z lodówki do wrzątku
  19. Nie ufaj ludziom, z którymi pracujesz (chyba że jest to CC)
  20. 4 miejsca, do których chciałabym pojechać:
    W celach poznawczych i turystycznych:
  21. Buenos Aires
  22. Praga
  23. Wielka Brytania
  24. Wszystkie zamki i pałace w Polsce (wiele z nich już odwiedziłam :) )
  25. 4 rzeczy, które robiłam wczoraj:
  26. Odwiedziłam mamę w szpitalu
  27. Trzęslam się ze strachu nad Piesenką z biegunką
  28. Piłam vermut
  29. Grałam w L2
  30. 4 rzeczy które kocham w zimie:
  31. Długie, pełne ciepła wieczory przy świeczkach i/albo z książką/haftem/kryminałem
  32. Cynamonowy nastrój (cynamonowa kawa, cynamonowe świeczki, cynamonowy krem)
  33. Okres bożonarodzeniowy
  34. Twórczy nastrój
  35. 4 rzeczy na mojej liście pragnień
  36. Zdrowie dla moich bliskich (zarówno ludzi jak i zwierząt - najlepiej życie wieczne w świetnej formie, a co mi tam!)
  37. Nauka języka czeskiego i hiszpańskiego
  38. Praca w zawodzie (niestety to najmniej jest prawdopodobne)
  39. Domek ogródkiem i kochanym oraz kochającym mężczyzną

niedziela, 9 stycznia 2011

Gówniana sprawa...

Przeprowadzona jestem. Nareszcie. Czwartek i piątek upłynęły pod znakiem przeprowadzania i rozpakowywania. Sobota zaś była dniem sprzątania. Wszystkie trzy dni były wyczerpujące nieziemsko i niedziela miała być dniem lenistwa, odpoczynku i nicnierobienia. I byłaby gdyby Piesenka z okazji przeprowadzki i rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu, nie złapała jakiejś bakterii czy innego wirusa.
Niedziela rozpoczęła się dla nas o godz. 3.46 kiedy to Piesenka wygłosiła pilna potrzebę opuszczenia domostwa. Ponieważ ja z tych tchórzliwych a Piesenka w pośpiechu nie miała głowy do czuwania nad moim bezpieczeństwem, PanY wyprowadził nas obie na spacer, drapiąc się po głowie i zastanawiając co on zrobił ze swoim życiem przygarniając nas pod swój dach. Okazało się, że Piesenkę dopadła ostra biegunka. Powrócilismy do domu w przekonaniu, że zjadła coś niejadalnego i teraz sie tego pozbyła. Nic bardziej mylnego. Kolejny alarm nastąpił o 6.18. Znów udaliśmy się w trójkę na spacerek wokół bloków. Nawet nie chcę się zastanawiać co o nas myślą ci z sąsiadów, którzy cierpią na bezsenność i widzieli nasze wędrówki... Kiedy około 9 poczułam lizanie w stopę i usłyszałam zawodzenie dobiegające spod drzwi, w rozpaczy zasugerowałam Piesence aby opróżniła portki na posadzce a ja to wszyściutko pięknie posprzątam. Na moje szczęście Piesenka nie z tych i wytrwale domagała się spaceru. Kiedy alarm powtórzył się około południa przeraziłam się tej regularności i doszłam do wniosku, że niestrawność nie ma zegarka i może to jest coś poważniejszego. Zapakowaliśmy się w trójkę do tramwaju i pojechaliśmy do lekarza Piesenki, który gabinet ma w naszej starej dzielnicy, czyli na drugim końcu miasta. Po drodze okazało się, że chorość objawiła się też w formie wymiotów. Mimo tych perturbacji Piesenka wciąż była żwawa i chętna do zabawy, ciężko było jej wyjasnić że kot w poczekalni nie jest w nastroju do harcy. Wet zapakował jej końską dawkę antybiotyku, zabronił karmić (bidula głoduje od wczoraj) i stwierdził, że chyba się zaczyna epidemia bo to już kolejny pies z taką przypadłością. Spod roztapiającego się śniegu wyłażą wszystkie bakterie i wirusy i atakują. Jutro znów musimy jechac na zastrzyk. PanY postanowił skorzystać z okazji i w drodze powrotnej  wstapić do Castoramy po różne niezbędne mu akcesoria. W efekcie naraził się Młodej,która bardzo nie lubi jak się jej stado rozłazi i wypatruje wszędzie tego osobnika, który się odłączył od reszty. Przybył do domu dwie godziny po nas, zmęczony i zziajany. Zjadł obiad, złapał gitarę i poleciał na próbę. Piesenka śpi właściwie odkąd wróciłyśmy do domu, więc mam spokój i ciszę i właśnie sobie siedzę i ogarniam sytuację. Tak się przyzwyczaiłam do samotności i niezależności, że nie umiem się przyzwyczaić do ciągłej obecności drugiej osoby. Jak dobrze, że on gra i choć te niedzielne wieczory będę miała dla siebie. Jak się rozeznam we własnych odczuciach to skrobnę. Zawsze to łatwiej się połapać co i jak, jak tak sobie człowiek wszystko opisze :)

czwartek, 6 stycznia 2011

Godzina zero...

...wybiła! Właśnie się pakuję, w oczekiwaniu na pomocników. Do wieczora powinnam być już całkowicie w nowym mieszkaniu. Zachodzę w głowę, jakim cudem uzbierałam przez cztery lata tyle rzeczy. Gdzie ja to pomieszczę?

sobota, 18 grudnia 2010

Dopisek

Po naradzie z Piesenką ogłaszam wnioski:

- jej dom jest tam, gdzie: ja, jej łóżko, miski i zabawki,
- mój dom jest tam, gdzie: ona, Miś Uszatek, moje książki i komputer,
- jakoś to będzie - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.