Podobno nie powinno się nadużywać słowa „depresja” na określenie zwykłej chandry bo depresja to straszna choroba.Napiszę więc, że dopadła mnie chandra. Czy ona jest wyłącznie zimowa tonie wiem ale myślę, że jestem klasycznym przykładem zniszczenia człowieka przez pracę. Nie chce mi się nic, nic mnie nie cieszy, jestem płaczliwa, bez poczucia humoru, nudna i rozlazła. A na dodatek szukam problemów tam gdzie ich (mam nadzieję) nie ma. Dawne demony dają o sobie znać — włączył mi się strach, że kiedy poczuję się dobrze i bezpiecznie to wtedy właśnie stracę to na czym mi zależy. Tak było przecież do tej pory niemal za każdym razem. PanY ma ze mną teraz przekichane…
Ktoś zna lekarstwo na nieufność i bezpodstawną zazdrość?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz