Awaria nieba! Sypie śniegiem na potęgę. Całe miasto sparaliżowane. Nie jeżdżą tramwaje, samochody stoją w korkach, co i rusz kursuje pogotowie. Mijałam po drodze trzy stłuczki i TIRa blokującego skrzyżowanie - nie wyrobił na zakręcie i stanął w poprzek. Droga z pracy do domu zwykle zajmuje mi 15-20 min (razem z oczekiwaniem na tramwaj), dziś wracałam półtorej godziny, z czego połowę piechotą, wśród zasp, bo chodniki nie odśnieżone, z wiejącym w oczy wiatrem i sypiącym śniegiem. Żal mi drogowców - wszyscy wieszają na nich psy za stan dróg, tymczasem pługi jeździły cały czas, cóz jednak z tego, skoro śnieg zasypywał to co odgarnęły. Taka syzyfowa praca... Moim zdaniem, w dużej mierze do sparaliżowania miasta przyczynili się sami kierowcy - niektórzy zachowywali się jakby zdrowy rozsądek zostawili w domu. A potem stoi taki zawalidroga po stłuczce i blokuje przejazd. A niektórzy (geniusze!) wyjechali dziś z domu na oponach letnich. osobiście znam takiego delikwenta. Tak zmarzłam, że nie mam siły dbać o poprawność tej notki pod względem językowym i wydawniczym. Rozgrzewam się za to grzanym piwem z sokiem malinowym :) Poniżej widok z mojego biura na jedną z ulic mojego Miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz