czwartek, 6 stycznia 2011
Godzina zero...
...wybiła! Właśnie się pakuję, w oczekiwaniu na pomocników. Do wieczora powinnam być już całkowicie w nowym mieszkaniu. Zachodzę w głowę, jakim cudem uzbierałam przez cztery lata tyle rzeczy. Gdzie ja to pomieszczę?
sobota, 18 grudnia 2010
Dopisek
Po naradzie z Piesenką ogłaszam wnioski:
- jej dom jest tam, gdzie: ja, jej łóżko, miski i zabawki,
- mój dom jest tam, gdzie: ona, Miś Uszatek, moje książki i komputer,
- jakoś to będzie - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
- jej dom jest tam, gdzie: ja, jej łóżko, miski i zabawki,
- mój dom jest tam, gdzie: ona, Miś Uszatek, moje książki i komputer,
- jakoś to będzie - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
piątek, 17 grudnia 2010
Na kozetce u psychologa
Klamka zapadła. W drugi weekend stycznia wyprowadzam się. Opuszczam nasze osiedle. Przyjechałam tu cztery lata temu. Tu mam zaprzyjaźnionych psiarzy, panią ze sklepu która specjalnie dla mnie zamawia fasolkę w słoiku, lecznicę weterynaryjną. Cholernie się boję tęsknoty.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Zzziiimno!
Awaria nieba! Sypie śniegiem na potęgę. Całe miasto sparaliżowane. Nie jeżdżą tramwaje, samochody stoją w korkach, co i rusz kursuje pogotowie. Mijałam po drodze trzy stłuczki i TIRa blokującego skrzyżowanie - nie wyrobił na zakręcie i stanął w poprzek. Droga z pracy do domu zwykle zajmuje mi 15-20 min (razem z oczekiwaniem na tramwaj), dziś wracałam półtorej godziny, z czego połowę piechotą, wśród zasp, bo chodniki nie odśnieżone, z wiejącym w oczy wiatrem i sypiącym śniegiem. Żal mi drogowców - wszyscy wieszają na nich psy za stan dróg, tymczasem pługi jeździły cały czas, cóz jednak z tego, skoro śnieg zasypywał to co odgarnęły. Taka syzyfowa praca... Moim zdaniem, w dużej mierze do sparaliżowania miasta przyczynili się sami kierowcy - niektórzy zachowywali się jakby zdrowy rozsądek zostawili w domu. A potem stoi taki zawalidroga po stłuczce i blokuje przejazd. A niektórzy (geniusze!) wyjechali dziś z domu na oponach letnich. osobiście znam takiego delikwenta. Tak zmarzłam, że nie mam siły dbać o poprawność tej notki pod względem językowym i wydawniczym. Rozgrzewam się za to grzanym piwem z sokiem malinowym :) Poniżej widok z mojego biura na jedną z ulic mojego Miasta.
środa, 17 listopada 2010
Żyję
Tak tak, żyję. Znów zapominam o regularnym pisaniu. Dużo czasu zajmuje mi praca. Mam jej nawał i osiem godzin to za mało więc siedzę po godzinach (oczywiście bezpłatnie) i ogarniam bałagan. Ciagle jestem zakopana w papierach choć - z ręką na sercu - pracuję sumiennie i nie obijam się. Po prostu taka ilość wniosków jaka wpływa jest nie do przerobienia w ciągu ośmiu godzin. Na dodatek ciągły strach - za niewielki błąd można dostać naganę, stracić premię albo wylecieć na bruk. W poprzedniej pracy byłam ciągle zmęczona, teraz jestem zestresowana. No ale coś za coś : )
W ramach leczenia antystresowego powróciłam do robótek. Malowanie na szkle, haftowanie - to u mnie teraz norma : ) Wróciłam też do ulubionej gry: Lineage II i naparzam moby kiedy chcę o wszystkim zapomnieć.
Obecnie zmagam się ze swoim "chciałabym a boję się". Postanowiliśmy z PanemY zamieszkać razem w styczniu. Muszę poinformować o tym PanaX. Wstępnie go informowalam, że pewno niedługo się wyprowadzę, teraz muszę powiedzieć że znam termin. Boję się tej wyprowadzki okrutnie.
Z drugiej strony cieszę się, bo tęsknię za PanemY i rodzinną atmosferą. I takie to moje obawy o przyszłość...
W ramach leczenia antystresowego powróciłam do robótek. Malowanie na szkle, haftowanie - to u mnie teraz norma : ) Wróciłam też do ulubionej gry: Lineage II i naparzam moby kiedy chcę o wszystkim zapomnieć.
Obecnie zmagam się ze swoim "chciałabym a boję się". Postanowiliśmy z PanemY zamieszkać razem w styczniu. Muszę poinformować o tym PanaX. Wstępnie go informowalam, że pewno niedługo się wyprowadzę, teraz muszę powiedzieć że znam termin. Boję się tej wyprowadzki okrutnie.
Z drugiej strony cieszę się, bo tęsknię za PanemY i rodzinną atmosferą. I takie to moje obawy o przyszłość...
piątek, 20 sierpnia 2010
Psia kociara.
Jeżeli świat dzieli się na psiarzy i kociarzy to ja zdecydowanie jestem psiarą. Jednak od jakiegoś czasu czuję wewnętrzną potrzebę przygarnięcia jakiegoś kociego dyktatora:)
Planuję w niedługim czasie zmienić adres i współlokatora. Pan Y kibicuje kociarzom i marzy o własnym egzemplarzu więc jest szansa, że niedługo i ja zaspokoję swoje potrzeby :D
Tylko co na to Piesenka? Planuję w niedługim czasie zmienić adres i współlokatora. Pan Y kibicuje kociarzom i marzy o własnym egzemplarzu więc jest szansa, że niedługo i ja zaspokoję swoje potrzeby :D

środa, 11 sierpnia 2010
Książka
Czytam świetną książkę: „Najstarsza prawnuczka” Joanny Chmielewskiej. Kupiłam ją przypadkiem.Po aferze w pracy, o której pisałam wcześniej ale usunęłam post, potrzebowałam natychmiastowo poprawić sobie humor. Pierwsze podejście było na sposób męski: ululałam się wermutem:) Sama. W stopniu silnym. Ponieważ nie pomogło musiałam podjąć kolejną próbę. Tym razem postanowiłam zrobić to po babsku:kupując sobie coś tyko i wyłącznie dla przyjemności. Jako że zakupy ubraniowe stresują mnie jeszcze bardziej, lakier do paznokci cieszy krótko a puzzli nie było, nabyłam w Empiku książkę. Nie byłam zachwycona bo książki kupuję regularnie a przygnieciona chandrą chciałam zaszaleć i kupić coś, czego normalnie bym nie nabyła. No ale trudno. Musiałam się zadowolić książką.
Dawno się tak dobrze nie bawiłam podczas czytania. Czytam dużo i różne pozycje, a tej nie potrafię zakwalifikować — niby kryminał ale przenosi w czasie. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach — przed wojną i powojnie, gdy prawnuczka Matyldy czyta jej pamiętnik. Polecam bardzo. Zazwyczaj czytam w tramwaju, podczas drogi do/z pracy. Teraz mam urlop i czytam na kanapie, z psem wtulonym w moje plecy i kawką w dłoni. Zupełnie jakbym odnalazła kawałek dawnej siebie, z czasów kiedy miałam dla siebie dużo czasu i stanowiłam sama o sobie, nie musząc zawracając sobie głowy Randkoumawiaczem i jego potrzebami. Chyba muszę się lepiej zorganizować i powrócić do dawnych zwyczajów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)