środa, 4 listopada 2009

Proszę Państwa oto miś...

Nie będzie"wstępniaka". Tym razem zacznę od razu, bez zapowiedzi, planów i obietnic.  Nie jestem nastolatką. Nie uważam się również za kobietę dojrzałą. Jestem gdzieś pomiędzy.  Wg ogólnie przyjętych zasad powinnam już być żoną i matką, mieć ustatkowane życie, kredyt hipoteczny i labradora. A, no i oczywiście samochód z gatunku "rodzinnych". Tymczasem nie mam nic.Poza niemal 30 na karku i czarnym 9-cio miesięcznym kundlem, który skutecznie pozbawia mnie dóbr materialnych typu kapcie, kable i kanapa. Mieszkam w wynajętym pokoju. Nie, nie jest najgorzej bo u przyjaciela z dzieciństwa, ale różowo też już nie jest bo przyjaciel od pół roku nie odzywa się do mnie jeśli nie musi (w przyszłości szerzej opowiem o okolicznościach). Na kredyt hipoteczny ani własny kąt widoków nie ma.Pracuję od prawie trzech lat w miejscu które miało być tylko "na chwilę" tylko po to aby przeprowadzić się z Miasteczka do Miasta.  Szczerze nienawidzę tej roboty ale chwilowo planu C brak (o ginącym w oddali planie A i B - w przyszłości). Prawo jazdy w planach - ginących w odmętach przyszłości z uwagi na charakter pracy i niemożność pogodzenia rozkładu zajęć z pracowym grafikiem. Na zakładanie rodziny spuśćmy zasłonę milczenia…
No tak. I wychodzi na to, że blog powstaje z potrzeby chwili. Bo się wygadać gdzieś muszę, o tym co mi w życiu nie wyszło. No i chusteczka z tym. Skoro tak ma być niechaj i będzie. Byle pomogło bo się uduszę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz