Mój pies to suczka. Ma to zasadnicze znaczenie w jej kontaktach towarzyskich. Kobiety łaskawie toleruje, pozwalając im się miziać, głaskać (byle z umiarem) i wspaniałomyślnie wysłuchując "ochów" i "achów" pod swoim adresem. Natomiast mężczyźni - ooo... to inna bajka. Mężczyzna jest dla Piesenki źródłem nieustannej radości. Powodem do machania ogonem, inspiracją do szaleńczych zabaw. Mężczyzna to KTOŚ. Kiedy po południu Pan X wraca z pracy, to szczenię niepokorne rzuca się wszystkimi łapami na drzwi prowadzące do jego pokoju i domaga się NATYCHMIASTOWEJ audiencji. Kiedy wrota zostaną uroczyście otwarte, a powitaniom stanie się zadość, kładzie się zadowolona na środku dywanu i cmoka czule zabawkę. Po jakimś czasie poczucie przyzwoitości zwycięża (albo zwykła ciekawość czy u mnie nie znajdzie się lepsza zabawka lub coś do zjedzenia)wraca skruszona do mojego (swojego) pokoju. Wyrzuty sumienia nie są chyba jednak dla niej uciążliwe, bo po kilku minutach znów rozpacza pod drzwiami PanaX, nawołując, że ona przecież ma przepustkę i żeby jej natychmiast otworzyć. ..Drugą wielką miłością Piesenki jest PanY. O - tutaj to karesom nie ma końca: mizianie, drapanie, turlanie i co tam sobie jeszcze wymyślą. Coraz częściej czuję się jak pomoc społeczna, która to nakarmi, ogarnie, odsika,zabawi, zaprowadzi do lecznicy ale w żaden sposób nie może być obiektem uwielbienia… Oczywiście przesadzam - Piesenka do mnie również klei się nieprzyzwoicie, ale tylko do czasu gdy na horyzoncie pojawi się MĘŻCZYZNA. Cóż… taki los opieki społecznej;) I tak kochana z niej suka:) Dobra na wszystko: na otarcie łez, na spacery, na kompres na nerki, kaloryfer w nocy, czyszczenie uszu a na dodatek widowisko lepsze niż w cyrku czy teatrze. I nie trzeba biletów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz